Piszemy Wspomnienia

poniedziałek, 18 listopada 2019

wiadomości opinie prezentacje konkursy historia mówiona pamiętnik 2.0 w księgarni

Prezentacje

W deklaracji założycielskiej Klubu, podpisanej w październiku 2002 r., znalazło się zobowiązanie: „Obiecujemy wracać do swoich korzeni, będziemy ambasadorami Kwidzyna, będziemy sławić jego imię, bo temu miastu jesteśmy i będziemy potrzebni”. Wywiązujecie się z niego m.in. poprzez utrwalanie najnowszej historii miasta.



Tak, bo Kwidzyn był miastem niezwykłym. Nie zniszczyła go wojna, a tuż po wojnie opuszczone przez Niemców miasto Rosjanie przekształcili w szpital. Odeszli stąd, pozostawiając Kwidzyn w dobrym stanie. Domy urzekały architekturą, prawie w każdym mieszkaniu stało pianino. Także w tym, do którego wprowadziła się rodzina Włodzimierza Nahornego. Z Kwidzyna wywodzi się grupa osób związanych z muzyką – zarówno poważną, jak i popularną, choćby Edward Hulewicz. Tuż po wojnie Kwidzyn liczył około 350 mieszkańców. Gdy przyjechałam tu w 1950 r., było ich już ok. 6-7 tysięcy. Większość stanowili Polacy z Kresów, Powiśla i z głębi kraju, którzy trafili tu, szukając nowego życia. Mieli ambicję i wiarę, że to nowe życie się uda. Tę wiarę przekazywali swoim dzieciom. W niewielkim mieście działało liceum ogólnokształcące, liceum pedagogiczne, szkoła muzyczna, technikum mechanizacji rolnictwa, technikum wikliniarskie, pięć szkół podstawowych... Po ukończeniu szkoły większość z tych dzieci wyjechała z Kwidzyna, by studiować i realizować swoje życiowe plany.



Przyjechali po wojnie do pustego miasta, a ich dzieci wkrótce je opuściły. Kwidzyn okazał się tylko przystankiem...



To nie był przystanek. Tu przeżyliśmy dzieciństwo, tu kształtowała się nasza osobowość, tu podejmowaliśmy decyzję o przyszłości. Z drugiej strony fakt wyjazdu z Kwidzyna dzieci osadników sprawił, że w mieście nie ma zasiedziałych rodów, ukształtowanej tradycji. Pomyślałam, że trzeba utrwalić ludzi, którzy po wojnie trafili do Kwidzyna i budowali tu swoje życie. Sięgnęłam po wspomnienia osób, które znałam.



Jaka była ich reakcja?



Często słyszałam: „Krystyna, ja w życiu nie napiszę!”. Zaczynałam z nimi rozmawiać, zbierałam druki ulotne, notatki rodziców. W ten sposób gromadziłam materiał do wspomnień. Pierwsza książka składająca się z 26 wspomnień została wydana w 2005 r.



 - Piszemy Wspomnienia

br>


„Ptakom podobni” – skąd ten tytuł?



Zastanawiając się, kim jesteśmy i skąd pochodzimy, pomyślałam o podobieństwie do ptaków: przylecieliśmy, odlecieliśmy, sercem wracamy. Ptakom podobni. Lubię ten tytuł. Na okładce książki umieściłam zdjęcie dworca kolejowego, bowiem prawie wszystkie opowieści rozpoczynały się od przyjazdu pociągiem do Kwidzyna. Motyw podróży jest niezwykle ważny w życiu autorów wspomnień. W drugim rozszerzonym wydaniu książki znajdują się 42 wspomnienia - m.in. wychowanków domów dziecka. W Kwidzynie było wiele sierot – głównie z Kresów. W klasie mojej mamy uczyło się ich 15. Kwidzyńskie sieroty mieszkały w pięciu domach dziecka, u sióstr zakonnych, w internacie liceum, wreszcie przy rodzinach.



W 2008 r. pojawiła się trzecia wspomnieniowa książka -

„Kwidzyn... Drogi do Małej Ojczyzny”. Utrwaliłam w niej wspomnienia najstarszych mieszkańców, którzy przekonali się do mojej pracy. Miesiąc po wydaniu tej książki zmarł jeden z autorów, wkrótce potem - następny. Miałam satysfakcję, choć to słowo pewnie nie jest najszczęśliwsze, że zdążyłam do nich dotrzeć i utrwalić ich relacje.






Dodaj swój komentarz więcej prezentacji


Sonda

Czy Twoje wspomnienia są (byłyby) chętnie czytane i troskliwie przechowywane przez najbliższych?

Tak
Raczej tak
Nie
Raczej nie
Nie wiem



e-poczta




w księgarni

Kto ty jesteś

Joanna Szczepkowska z pasją reportera i detektywa odtwarza historię swojej rodziny. czytaj całość >>>

o nas   |   współpraca   |   partnerzy   |   patronaty   |   reklama   |   dla mediów   |   kontakt © 2010-2019 IKE - Usługi Literackie