PEJZAŻ LUDZKI
        Piszemy Wspomnienia

środa, 07 grudnia 2022

PEJZAŻ LUDZKI

Mówiliśmy o mitologii wspomnień, mitologii ludzi. Możemy chyba jeszcze wymienić coś, co nazwałbym mitologią miejsca. Opisywane przez Pana postaci są często kojarzone z jakimś konkretnym miejscem. W Pana ostatniej książce bohaterów łączy pałac w Nieborowie.



Wydaje mi się, że – może poza nieliczną grupą pisarzy z prawdziwego zdarzenia - zaniedbuje się znaczenie miejsca, zaś autorom, którzy je doceniają, zarzuca się pisarstwo nastrojowe. Choć jestem racjonalistą, nastrój miejsca to dla mnie coś więcej niż genius loci. W mojej pamięci pozostaje niezwykle nasycony obraz palarni nieborowskiej, w której na przestrzeni wielu lat słuchałem tysiąca interesujących rozmów prowadzonych przez niezwykłych ludzi. Ta palarnia jest ważną częścią mojego życia.



Czy dostrzegł Pan związki między człowiekiem i miejscem?



Bezwzględnie tak. Byłem niesłychanie związany z wielkim matematykiem Wacławem Sierpińskim, który przysyłał mi listy ze znaczkami z całego świata. Ten poważny profesor był niejako wkomponowany w swoje mieszkanie z potężną biblioteką wypełnioną starymi księgami. Księgozbiór przypominał klimat mieszkania mojego ojca. Z kolei dom Juliana Tuwima w Aninie był przeciwieństwem mieszkania rodziców. U Tuwimów panowała sterylna czystość, luksus, który pewnie przywieźli ze sobą z Ameryki.



Pana ojciec pisał przez lata dedykowany Panu „Pamiętnik Piotrusia”. Czym zasłużył Pan na takie wyróżnienie?



Dokładnie nie odpowiem, mogę się domyślać. Druga część „Nieba w płomieniach” mojego ojca nosiła tytuł „Powrót do życia”. Brat i siostra przyszli na świat na długo przez wojną, zaś moje urodzenie zbiegło się z jej końcem, więc symbolika była bardzo silna. Mogłem się stać dla rodziców symbolem powrotu do życia. W „Pamiętniku Piotrusia” ojciec zwraca się bezpośrednio do mnie. Wskazuje na moją osobę, która przyszła na świat na progu nowej epoki. Traktuję to jako zabieg literacki. Sam pamiętnik jest kroniką rodzinną, opisującą wszystko, co się dzieje. To bardzo wzruszający tekst pisany doskonałą prozą, ale niezwykle uproszczoną. Nie ma tu obrazów literackich, jest diariuszowy zapis zdarzeń. Każdy wpis dzienny zaczyna się od pogody. Pierwszy wpis w pamiętniku pojawił się, gdy miałem półtora miesiąca. Jest w nim m.in. mowa o tym, że zostałem nakarmiony. Ostatni zapis pochodzi z dnia mojego ślubu w 1975 r. Jednak nie małżeństwo, dające początek nowej rodzinie, było tu cezurą, lecz udar, jakiego dostał ojciec miesiąc później.



Jaką wartość, poza nostalgiczną, ma dla Pana pamiętnik?



To nasza kronika rodzinna, której nikt inny nie prowadził. Matka napisała książkę „Dzień Jana”, to jednak nie był zapis prowadzony na bieżąco, lecz wspomnienia po latach. Dominujący w pamiętniku jest pogodny nastrój rodziny. Odnajduję w nim wiele skierowanej do mnie czułości, choć są także uwagi, że jestem krnąbrny i niegrzeczny, mam złe wyniki w nauce. Pamiętnik zawiera także praktyczne wskazówki, które mogę odnosić do siebie nawet dziś.



Po tych trzech książkach ma Pan ciągle niedosyt wspomnień?



Pracuję nad książką, którą chcę nazwać „Oczka”. To obrazy i jednocześnie moje spostrzeżenia, refleksje. Pewnie ten tekst można zaliczyć do wspomnień, choć typ narracji jest inny niż w moich opublikowanych książkach.



Rozmawiał: Krzysztof Pilawski


« poprzednia1234


Piszemy wspomnienia poradnik - Ewa Pilawska

Sonda

Czy Twoje wspomnienia są (byłyby) chętnie czytane i troskliwie przechowywane przez najbliższych?

Tak
Raczej tak
Nie
Raczej nie
Nie wiem



e-poczta




w księgarni

Kto ty jesteś

Joanna Szczepkowska z pasją reportera i detektywa odtwarza historię swojej rodziny. czytaj całość >>>